Zastanawialiście się kiedyś, jakimi torami powędruje nasze hobby? Jak będzie wyglądało szydełkowanie i dzierganie za, załóżmy, 100 lat? Przetrwa? A może w 2116 roku rozwinie się do niespotykanych dotąd rozmiarów?

Żeby przygotować się do napisania tego tekstu, zadałam to pytanie mężowi. Liczyłam na jakąś burzę mózgów. Że ja rzucę myśl, on podchwyci i dopowie z dzisiejszej perspektywy jakieś totalne bzdury, które mogłyby się jednak urzeczywistnić w przyszłości. W odpowiedzi usłyszałam… No właśnie, co ja mogłam usłyszeć od mojego męża?

– Za sto lat to już Ziemia nie będzie istnieć!

Tia… To burzę mózgów miałam już z głowy.

Przysiadłam więc w swoim kąciku i zaczęłam marzyć. Czego mi teraz brakuje, a co postęp technologiczny mógłby zaspokoić? Albo z czego w ogóle nie zdaję sobie sprawy, że mogłoby powstać? Zawirowało, zakłębiło się w głowie i już byłam w 2116 roku, by spojrzeć na to, co ludzkość stworzy.

Produkcja włóczki

Kiedy kurz opadł, zobaczyłam fabryki włóczek, szczycące się tym, że już żadne zwierzę nie cierpi podczas pozyskiwania od nich surowca. Nie ma farm z owcami ani alpakami. Teraz są już tylko farmy z włóczką. Genetyka poszła tak do przodu, że włóczkę uprawia się w szklarniach na dachach wieżowców. Są specjalne odżywki, które pozwalają jej rosnąć szybciej. Dzięki tej technologii możliwe stało się uzyskiwanie przeróżnych rodzajów wełny. Tygrysia, gepardzia, wiewiórcza, żyrafia? Teraz to już żaden problem. I wszystkie po wydzierganiu układają się w charakterystyczny dla siebie wzór, jak oryginalnie na zwierzęciu. Kiedy przychodzi czas zbiorów, ścina się ją tak, jak dzisiaj kosi się trawniki. Po koszeniu, włóczka spokojnie rośnie dalej.

A co się dalej dzieje ze zbiorami? Oczywiście poddawane są dalszej obróbce w ogromnych fabrykach. Co najważniejsze, włóczka rośnie w sterylnych niemal warunkach, więc nie trzeba już jej prać, prosto po ścięciu gotowa jest do przędzenia. Przy czym maszyny są tak łatwe do ustawiania, że możliwe jest produkowanie nawet jednego motka pod konkretne zamówienie jednej klientki.

Podczas obróbki do włóczki dodawane są różne zapachy, żeby nie trzeba było stosować już żadnych specjalnych płynów do płukania. Włóczka jest trwała, miła w dotyku, nigdy nie podgryza i nie mechaci się. A gotowych swetrów nie trzeba już suszyć na płasko, bo nici nie mają tendencji do wyciągania się. I co ważne, alergicy nie muszą już unikać żadnego rodzaju wełny.

Nie tylko odzwierzęce

Rozwój nauki pomógł również ulepszyć dziedzinę włóczek syntetycznych. Nie ma już akrylu, który nie przepuszcza powietrza i powoduje, że skóra się poci. Dzisiejszy akryl jest najpopularniejszą włóczką, która nie skrzypi podczas przerabiania i jest bardzo łatwo dostępna. Dostępność ta jest spowodowana tym, że każdy w domu ma drukarkę 3D. Żeby otrzymać włóczkę akrylową, poliamidową, poliestrową i wszystkie inne, których nazw jeszcze nie znam, wystarczy kupić woreczek granulatu, barwnik i aromat. Wrzucić wszystko do podajnika w drukarce i już po chwili możemy cieszyć się własną włóczką home made. W wybranej grubości, rzecz jasna. Do takich drukarek można wrzucać nie tylko kupny granulat, ale wszystkie plastikowe śmieci, które wpadną nam pod rękę. To od nas zależy, jaki będzie skład włóczki.

Włóczki pozyskiwane z roślin są już rzadkością i raczej luksusem dla wybranych. Wszystko przez rosnące zagęszczenie ludności, przez które zaczęło brakować miejsca na Ziemi do uprawy roślin z przeznaczeniem tylko na włóczki. Teraz każdy kawałek gruntu jest na wagę złota i wykorzystywany jedynie pod uprawę roślin do spożycia.

Gadżety

Rozwój nie ominął również wszelkich akcesoriów. Teraz druty i szydełka mają własne Wi-Fi, dzięki niemu możemy im wgrać instrukcję, według której przerabiamy robótkę. Sprzęt momentalnie sygnalizuje nam popełniony błąd i od razu też mamy możliwość jego poprawy.

Z pomocą przychodzą nam różne aplikacje na Smartphone’ach lub innych urządzeniach, które je zastąpią. Aplikacje te po wgraniu pliku z instrukcją pomagają nam obliczyć zużycie włóczki co do metra. Potrafią też na podstawie wpisanych naszych wymiarów dostosować instrukcję tak, by gotowe ubranie pasowało idealnie. Co więcej, potrafią nam nawet pokazać, jak będziemy w danej rzeczy wyglądać.

Sentymentalizm nadal w modzie

Wśród całej tej nowoczesności, wśród tylu wynalazków i ulepszeń kilka rzeczy mimo wszystko się nie zmieniło. Każda dziewiarka ma pokaźny arsenał drutów, szydełek, igieł i  innych przydasiów jej potrzebnych. Co prawda, wymyślono druty, którym można zmniejszyć lub zwiększyć obwód do pożądanego (to samo jest z wielkością szydełka), ale nie ma na nie chętnych. Wszyscy wolą mieć każdy rozmiar osobno, bo przecież tak ładnie wyglądają w koszykach, szufladach, czy pojemnikach na biurku.

Udoskonalono również maszyny dziewiarskie, które da się programować. Są kołowrotki, które same przędą włóczkę, tamborki, którym tylko zmienia się kolory nici, a one same operują igłą, krosna, którym wystarczy wgrać schemat, a one same tkają. Ale nikt z tych cudów nie korzysta w warunkach domowych.

Bo nadal najlepszym relaksem w zimowy wieczór jest wygodny fotel, kot na kolanach i robótka w dłoni. Oczka prawe na przemian z lewymi, delikatne postukiwanie drutów. W innym wydaniu półsłupki pomiędzy oczkami łańcuszka i delikatne ślizganie się szydełka po miłej w dotyku włóczce.

 

 

Robot ze zdjęcia głównego pochodzi z: FreeImages.com/JulienTromeur
Włóczka i szydełko pochodzą z moich zapasów