Historia od Joli, którą możecie śledzić na Instagramie pod nickiem Yolantyna. Pod tym samym nickiem jest też na Snapchacie.

Szkoła Szydełkowania, Multikonkurs w Szkole Szydełkowania, szydełkowy motyl, crochet butterfly

Za górami, za lasami, na wielkiej łące pod lasem żył sobie motylek o imieniu Zoja.
Wesoły był to motylek i nie miał wielu zmartwień. Latał sobie pomiędzy kwiatkami, a jego ulubionymi były mlecze, chabry i koniczynka. Najbardziej lubił wylegiwanie się na nich, ale chętnie też skakał sobie frywolnie z jednego kwiatka na drugi.
Pewnego dnia na łąkę, która dotąd wydawała się być własnością jedynie Zoji, przybiegła wesoła świnka morska Fabisia.
Oczywiście nagła wizyta Fabisi była zupełnie przypadkowa. Krnąbrna świnka po prostu wyrwała się z objęć swojej opiekunki, gdy ta zasnęła pod drzewem zmęczona długim spacerem.
Fabisia jak na prawdziwego prosiaczka przystało musiała skorzystać z przypadkowego spotkania z łąką i postanowiła zjeść pyszne małe co nieco. A jedzenia było tam przecież mnóstwo: całe hektary traw, mlecze, koniczyna, cykoria, kozłek, babka, mniszek i wiele innych przysmaków, na widok których maleńkie serce Fabisi aż szybciej bić zaczęło.
Fabisia nie zwlekajÄ…c wiÄ™c ani chwili, woÅ‚ajÄ…c swoje „kwi kwi”, dopadÅ‚a czym prÄ™dzej do pierwszego z brzegu mlecza i z apetytem zaczęła zajadać. I zapewne do koÅ„ca zjadÅ‚aby kwiatka, gdyby nie przeraźliwy krzyk, który wprowadziÅ‚ prosiaczka w osÅ‚upienie.
Biedna Zoja, która leniwie zasnęła na puchatym mleczu, brutalnie obudzona, wydała z siebie krzyk jakiego nie powstydziłaby się żadna chyba świnka. Malutka, przerażona i niewypierzona jeszcze Zoja myślała, że to cały pluton motylożernych pająków zaatakował jej kwiatka, aby zrobić sobie z niej obiad.
Gdy tylko motylek zobaczył małą, śliczną, czarną świnkę stojącą jak słup soli pod mleczem i wpatrującą się w nią czarnymi zdziwionymi oczkami, zrozumiał, co tak naprawdę trzęsło jego sypialnią.
Owadek zaczÄ…Å‚ siÄ™ Å›miać tak gÅ‚oÅ›no i serdecznie, że w jednej chwili wszystkie kwiaty i trawy na łące zaczęły siÄ™ koÅ‚ysać wesoÅ‚o i radoÅ›nie, a maÅ‚a Å›winka, wyrywajÄ…c siÄ™ z odrÄ™twienia z nieÅ›miertelnym „kwi kwi” beztrosko poczęła biegać po łące.
Na cały ten koncert śmiechu, szczęścia, wesołości i ogólnie panującej sielanki wpadła właścicielka niesfornej Fabisi. A ponieważ, nieszczęsna, była jedynie człowiekiem nic a nic nie zrozumiała z tego co właśnie wydarzyło się na łące. Zdziwiona i nieco onieśmielona złapała więc szybko małą Fabisię i wyruszyła w drogę powrotną do domu. A nasza Zoja zostawiła na chwilę swoją łąkę i wciąż zanosząc się śmiechem odprowadziła Fabisię i jej opiekunkę do domu.
Po czym wróciÅ‚a na swojÄ… łąkÄ™, gdzie przyjazny Å›miech traw i kwiatów nie ustawaÅ‚…