Historia od Julii, której prace możecie podziwiać na blogu: http://frywoliartspace.blogspot.com/

Szkoła Szydełkowania, multikonkurs w Szkole Szydełkowania, szydełkowy motyl, crochet butterfly

Za górami, za lasami, na wielkiej łące pod lasem żył sobie motylek o imieniu: Gustav. Wesoły był to motylek i nie miał wielu zmartwień. Latał sobie pomiędzy kwiatkami, a jego ulubionymi były: niezapominajki i kaczeńce. Najbardziej lubił wylegiwać się na nich, ale jeszcze chętnie wielbił odczyniać pyłkowe kąpiele, wdychając ich delikatny zapach. Pewnego dnia nad ukochanym lasem zawisła wielka ponura, szarobura chmura, targana niepokornymi podmuchami, z której zaczął padać deszcz o ogromnych mokrych kroplach. Wiatr świstał pomiędzy gałązkami drzew i syczał na drobne kwiatki, które tak wielbił motylek. Gustav nigdy wcześniej nie widział takiej niespodziewanej zmiany pogody. Przestraszył się, próbował skrzydełkami osłonić porywane z wiatrem kaczeńce i niezapominajki ale wiatr niepomny staraniom motylka podrywał wszystko i szarpał. Zaczął wirować hulaszczo i porwał motylka hen hen nad góry i lasy. Ostatnie płatki ulubionych kwiatków zniknęły rozproszone, a szarość przysłoniła niebo.

Gustav długo wędrował, a wiatr kręcił nim na wszystkie strony. Motylek zwątpił, czy kiedykolwiek ustanie, a jemu dane będzie wrócić na łąkę. Chciało mu się motylo-płakać, bo nie rozumiał dlaczego przydarzyło mu się takie nieoczekiwane nieszczęście. Załamany przymknął swoje ślepka i zasnął na wietrze przeświadczony, iż to już koniec.

Obudziło go smyranie. Coś wilgotnego dotknęło jego czułek. Kiedy otworzył swoje motylowe ślepka ujrzał wielkie wąsy. Wzdrygnął i zatrzepotał skrzydełkami. Wąsy zadrgały, odsłoniły ostre kły.. Nagle dziwna postać odsunęła i spojrzała na niego z góry. Zza jej pyszczka Gustav ujrzał słońce i błękitne chmurki sunące po letnim niebie. Delikatny bryzowy wicherek śpiewnie trzepotał listkami. Motylek zamrugał i uważniej przyjrzał się wielkiemu puchowemu właścicielowi wąsów. Czasem w lesie widywał podobne stworzenia ale tamte były bardziej rudawe i miały kudłate ogony. Tuptały nisko przy ziemi i podejrzliwie na wszystko patrzyły. Puchowy „Ktoś” zerkał zauroczony, delikatnie trącał motylka łapką opatrzoną ostrymi acz dyskretnie schowanymi pazurami. Gustav oswoiwszy się z niecodziennym widokiem bał się, ale jednocześnie był szczęśliwy, że żyje i ciekawy kim jest ów osobnik, który go obudził niczym śpiącą Królewnę. No i gdzie Wiatr go zaprowadził…