Dziś będzie trochę refleksyjnie. A na koniec, dla wytrwałych, zapowiedź kolejnego tutorialu.

***
W tym roku skończę 30 lat (spokojnie, to jeszcze trochę czasu). Wydaję mi się, że to dość młody wiek. Czy nie? Bo tak mnie wzięło na przemyślenia, że ja taka młoda, a już tyle w swoim życiu widziałam. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że to wcale nie przesada. Jak na swoje niespełna 30 lat przeżyłam sporo. Dość powiedzieć, że w wieku 18 lat zwierzałam się pewnej osobie, że czuję się, jakbym miała tych lat 30. Wtedy to był kosmos. A teraz? Teraz czuję się, jakbym miała co najmniej 45 lat.

A po co to wszystko piszę? Żeby podzielić się z Wami tym, co według mnie jest w życiu najważniejsze.

Bo w życiu wcale nie chodzi o kasę, dom, wypasioną furę ani zdolne dzieci. Wcale nie chodzi nawet o to, żeby mieć dobrą pracę, która pozwala na rozwój. Wcale nie chodzi o to, żeby wszyscy byli z nas dumni, bo osiągnęliśmy tak wiele. Jakby się uprzeć, to nawet wcale nie chodzi o miłość ani zdrowie.

W życiu chodzi o to, by mieć święty spokój!

Taki spokój, wiecie, co to pozwala spokojnie przyłożyć głowę do poduszki, pozwala zasnąć i pozwala obudzić się bez myśli zaprzątniętych czymkolwiek złym. Taki spokój, który pozwala nam beztrosko zajmować się codziennymi sprawami.

Wszystko, co było złe w moim życiu wydarzyło się przez to, że nie było takiego spokoju. Stres potrafił zrujnować wszystko. Relacje pomiędzy ludźmi, spokojny sen, chęć dążenia do czegoś więcej, do rozwoju. A przede wszystkim zdrowie.

Wierzę, a przynajmniej mam nadzieję, że pasja (obojętnie jaka: szydełko, druty, szycie, decoupage, klejenie modeli samolotów, a nawet gry komputerowe, czy jazda na motocyklu) pomaga odnaleźć ten spokój.

Właśnie po to powstała Szkoła Szydełkowania – żebym ja mogła odnaleźć spokój. I ja go tutaj odnajduję. Mam nadzieję, że Wy też.

Ale Szkoła Szydełkowania powstała też po to, by uczyć. Nie tylko Was, ale też mnie.

Uwaga! Teraz nastąpi zapowiedź tego, co będzie następnym tutorialem 🙂

Kiedy Kasia wyszydełkowała swoje szorty, napisała mi, że jej mąż delikatnie wyraził rozczarowanie tym, że to nie są jednak stringi. I zaproponowała, by na czas walentynkowy za takowe się zabrać.
Podesłała też kilka fotek, m.in. takie:

crochet panties

stringi na szydełku, crochet panties

Pierwsza moja myśl po ich zobaczeniu? „-Śliczne, chcę takie. Ale ile to będzie chowania nitek!!!”.

Nosiłam się z tą myślą kilka chwil, a raczej dni, może nawet tygodni 🙂 aż w końcu wpadłam na to, że przecież można je szydełkować bez ucinania nici. Można? Można. Tylko, że ja nigdy tak nie robiłam.

Przewertowałam pół internetu w poszukiwaniu podpowiedzi, jak to się robi. Przećwiczyłam sama na chyba dziesięciu różnych włóczkach, czy będzie mi to wychodziło. Przyznaję, nie wychodziło od razu. Ale teraz już wychodzi.

Dlatego możecie spodziewać się tutoriali do takowych stringów. Robi się je błyskawicznie, bo nie majtają się żadne nitki, prawie nic potem nie trzeba też chować. Trochę jest tylko problemów z przymierzaniem ich na bieżąco. I radzę, żeby nikt Was w trakcie tych czynności nie oglądał.

Mój prototyp:

stringi na szydełku, crochet panties,

Ja do moich szkoleniowych stringów wybrałam dość grubą bawełnę i szydełko nr 3,00 mm. Więc robiło się je jeszcze szybciej. Idealne stringi powstaną z cieniutkiego kordonka na szydełku 1,00 mm, będzie z tym trochę więcej zachodu, za to efekt będzie wspaniały. Ale! Bo zawsze jest jakieś ale. Wydaje mi się, że osoby z pupą trochę większą niż te na zdjęciach powyżej, powinny rozważyć sięgnięcie jednak po grubszą bawełnę. Przede wszystkim dlatego, że tworzenie mikroskopijnych kwiatuszków na szersze biodra może Was  nas zniechęcić. 🙂

I teraz przyszedł czas na przyznanie się do tego, że ja też walczę o ten spokój, o którym pisałam na początku. Prototyp majtek powstał z malinowej bawełny, której bardzo blisko do czerwieni. A czerwień nigdy nie była moim kolorem. Bardzo ciężko mi się szydełkowało te gacie. Sam ich kolor sprawiał, że jak tylko nitka mi się nieznacznie zaplątała, rzucałam je w kąt. Dlatego oficjalnie oświadczam, że nigdy więcej czerwieni jako całości. Dodatki mogą być, ale nie całość. Życie jest za krótkie, żeby tracić zdrowie nad czerwonymi gaciami.

A jeśli według Was majtki mają wszystkie kolory tęczy, ale na pewno nie są malinowe, to wybaczcie – piszę tego posta z nowego laptopa, w którym nie wszystko jeszcze mam obcykane na tip-top. Kolory wyświetlane przez monitor również. Sam gimp jakoś inaczej też tutaj działa. I ten nowy laptop to też walka o spokój, mój i moich domowników. Starczy już tych przekleństw, fukania i prawie że rzucania starym laptopem o ściany. Teraz już będzie błogi spokój i cisza przerywana stukaniem w klawiaturę. Jak tylko odgadnę, jak się to nowe cudo obsługuję. :)))))