Od czasu, gdy w moim życiu pojawiły się motki z efektem ombre, moje dzierganie, projekty, po które sięgam, technika, której używam – wszystko – nie wygląda już jak dawniej. Nagle zapragnęłam przerobić wszystkie schematy chust na świecie. I, o dziwo, zapragnęłam również robić na drutach.

Dotąd myślałam, że to szydełko jest moją techniką i nigdy w życiu nie nauczę się robić na drutach tak, jakbym tego chciała. Ale efekt mgiełki, który ma chusta zrobiona na drutach zawładnął moim zmysłem dotyku. Chusty robione szydełkiem są piękne, ale to te wydziergane na drutach mają w sobie jeszcze dodatkową zwiewność, delikatność, prawie że ulotność. I do tego są piękne! W moim prywatnym rankingu wygrywają.

Modne projekty

I w tym szale uniesień ? dotarła do mnie książka ze zdjęcia: „Modne projekty na drutach – chusty i szale” Laury Strutt. Żebym napisała o niej kilka słów, zaprezentowała ją Wam, zrecenzowała. No nie mogło być lepszego momentu! Najpierw obejrzałam obrazki – przecież od tego się zaczyna czytanie każdej książki, prawda?

Zdjęcia są przepiękne, a modele ciekawe. Jeśli szukacie różnych pomysłów na szale i chusty, to jest to coś dla Was. Różne kształty, różne kierunki i sposoby przerabiania. Nie są to tylko wariacje na temat jednego kształtu, a wiele pomysłów przygotowanych dla przeróżnych odbiorców.

Oprócz typowych instrukcji wykonania szali i chust, przy każdym opisie znajdują się wskazówki i podpowiedzi, jak ułatwić sobie pracę, jak można wzór przerobić inaczej, by dostosować go jeszcze bardziej do swojego gustu.

Układ graficzny jest bardzo czytelny. Od razu widać, ile i jakiej włóczki potrzeba na wykonanie danego modelu. Choć bardzo brakuje mi choćby małego szkicu przy każdej instrukcji, który pokazywałby kształt gotowej chusty. Tym bardziej, że te kształty są czasem nieoczywiste. Jako wzrokowcowi bardzo ułatwiłoby mi to zrozumienie opisu.

Na końcu książki znajdziecie instrukcje ze zdjęciami na temat podstaw robienia na drutach. I to było dla mnie coś pięknego. Bo wiecie, do tej pory, kiedy nie wiedziałam, jak przerobić, jakieś oczko, to musiałam szukać po internetach. Teraz wszystkie te podstawy i te nieco trudniejsze rzeczy mam w jednym miejscu.

A, i taki mały bonus. Jeśli kiedyś dziwiliście się, jak można robić na drutach i nitkę roboczą trzymać w prawej dłoni, to z tej książki możecie się nawet same nauczyć tego sposobu. W końcowej części opisane są oba sposoby prowadzenia nitki roboczej – nasz i ten dziwny ?

Niestety, czuć bardzo mocno, że jest to książka tłumaczona z angielskiego i że nie powstawała z myślą o polskim czytelniku. Przede wszystkim widać to po użytych włóczkach – trudno będzie Polce zdobyć niektóre z nich. Co prawda na początku jest lista sklepów, w których można się w te włóczki zaopatrzyć, ale znowu – prezentuje ona sklepy w większości z Wielkiej Brytanii.

Książka ładna, projekty ładne, no ale trzeba by coś przerobić, żeby wiedzieć, czy godne polecenia. Po kilkukrotnym przejrzeniu obrazków zdecydowałam się na pierwszy projekt. Mój motek w kolorze Ragnar (12) czekał na ten szal od bardzo dawna. Soczyste kolory fantastycznie ułożyły się w tej prostej formie. Powstało cudo, które aż żal było kończyć.

Ze zrozumieniem instrukcji nie miałam żadnych problemów. Skróty są pisane po polsku, ale tłumaczka pozostawiła niektóre angielskie ich odpowiedniki w legendzie, mając na uwadze to, że niektóre z nas lepiej sobie radzą z angielskimi ich odpowiednikami. (Uwaga – legenda ma nieco niezręczności w dzieleniu akapitów, co nieco zaburza jej czytelność).

Miałam jedynie zgrzyt z zaleceniem, jak długo powtarzać rzędy. Trochę za dużo tych powtórzeń mi się wydało. Według moich obliczeń z zalecanej włóczki szal miałby ok 3,7 metra, a nie 1,35 m. Gdybym ja ze swojej włóczki robiła ściśle wg instrukcji, to szal miałby blisko 6 metrów 🙂 Na szczęście motek skończył się szybciej. Zatem przerabiając trzy nitki motka o długości 1000 metrów drutami 3,75 cm, otrzymałam szalik o długości 2 metrów, a licznik rzędów zatrzymał się przy liczbie 55.