To było jakby wczoraj. Postawiłam pierwszą literę, potem zdanie, kilka kropek, przecinków. Do kompletu zrobiłam zdjęcie, potem kolejne. A potem to już nie wiem, jak to się stało, że w ciągu 4 miesięcy zebrało się Was tyle, że aż przecieram oczy ze zdziwienia.

Mówiąc krótko – z okazji tych 4 miesięcy Szkoły Szydełkowania życzę przede wszystkim Wam, a trochę też i sobie, żeby Szkoła Szydełkowania rozwijała się w takim tempie, jak do tej pory.

Powiecie – phi, co to jest 4 miesiące… I słusznie, też uważam, że to dopiero początek. Ale ta miesięcznica zbiegła się z zakończeniem Konkursu Szatańsko Kreatywnego u Intensywnie Kreatywnej.

Zajrzyjcie do niej, obejrzyjcie wszystkie te cudowności, które napłynęły na konkurs i wybierzcie swoje ulubione i upatrzone dzieła kreatywne. W ten sposób możecie wpłynąć na przyznanie nagrody publiczności.

A jeżeli pałacie miłością bezgraniczną do Szkoły Szydełkowania, możecie na nią zagłosować, bo jest ona moją propozycją do tegoż konkursu. Tak jak napisałam w zgłoszeniu: nie byłoby perfidnego_obiboka i Szkoły Szydełkowania bez Intensywnie Kreatywnej.

A tu mały wycinek tego, co możecie znaleźć w Szkole Szydełkowania:

To skoro dzisiaj świętujemy urodziny, to przydałby się prezent. Niech zatem poniższe zdjęcia będą moim prezentem dla Was.

Obiecywałam dawno, dawno temu (tak dawno, że tylko najwytrwalsi Czytelnicy do tej obietnicy mogli dotrzeć), że pokażę Wam moją pierwszą serwetkę, jaką zrobiłam na szydełku. Przetrwała ona różne zawirowania. Teraz ma swoje bezpieczne miejsce w szufladzie z innymi obrusami i serwetami mojej mamy.

To dla przypomnienia najpierw jej historia.

Wzięłam szydełko do ręki. Burdę z instrukcjami do poszczególnych oczek i gazetę z wzorem na jakąś serwetę. To był mój pierwszy raz. Nie miałam nawet pojęcia, czy wybrany wzór jest trudny, czy łatwy. Do ręki wzięłam też pierwszy lepszy kordonek. Próbowałam, próbowałam. Coś tam wychodziło. Ale kordonek się skończył, to wzięłam następny. Pruć było szkoda, to robiłam dalej moją serwetkę, co raz to dokładając kolejne kolory, bo poprzednie się kończyły.

I tak powstała ona:

Jakieś 75-80 cm średnicy.

Widzicie te źle wkłuwane słupki? A powyciągane nitki?

A te falowania ostatnich okrążeń widzicie? O czterech kolorach nie wspomnę (no, skąd mogłam wiedzieć, na ile okrążeń danej nitki wystarczy…) 🙂

Śmiejcie się, śmiejcie z braku wprawy początkującego.

Sama się z siebie śmieje.

Ale wiecie co, ta serweta i jej każdy etap powstania ciągle siedzi w mojej głowie. I to dzięki niej doskonale pamiętam, co to znaczy: nie umieć, nie wiedzieć, nie rozumieć, uczyć się, próbować robić po swojemu. Jeśli uważacie, że tutoriale i tłumaczenia w Szkole Szydełkowania są dokładne i dla każdego, to właśnie dzięki temu zielono-brązowemu brzydactwu. :))