Przy okazji wpisu o Wolle Rödel obiecywałam Wam, że pokażę też inne pasmanterie, które działają w moim mieście. Wczoraj, przy okazji weekendowych zakupów, zajrzałam do jednej z nich. To Wollkörbchen Hügel.

Jej opis zacznę od minusów, bo nie wpływają one zupełnie na moją opinię o tym sklepie.

Po pierwsze, sklep jest za daleko ode mnie (choć nie wiem, czy to nie jest jednak zaleta). Znajduję się na przedmieściach, w dzielnicy miasta, która jeszcze niedawno było samodzielną wioską, więc dotarcie do niego np. pieszo jest praktycznie niemożliwe. Choć, jakby komuś bardzo zabrakło włóczki, to pewnie dałby radę przejść przez wiadukty, górki i inne takie. Poza tym, dla zmotoryzowanych Niemców to żaden argument; tutaj nawet starsze schorowane panie jeżdżą wypasionymi furami.

Po drugie – ceny. Wczoraj trafiłam na końcówkę wyprzedaży, a wcale jej nie zauważyłam. Tzn. nawet jak na wyprzedaż w porównaniu z cenami polskimi było drogo (np. 3,50 euro za 50 g bawełny). I znowu odniesienie do Niemców – oni nie wiedzą, że w takiej Polsce mamy włóczki dużo tańsze, i tylko niektórzy wiedzą, że nawet w niemieckim internecie są tanie sklepy.

Po trzecie – sklep nie ma swojej strony internetowej. Znalezienie godzin otwarcia tego cuda wymagało przekopania kilku stron wyników w Google. A zresztą – to jest właśnie charakterystyka Niemiec (albo tylko moich okolic), że czegokolwiek by się w sieci nie szukało, to nie można tego znaleźć. Za każdym razem kilka pierwszych stron to wyniki z internetowych książek telefonicznych.

To teraz plusy. Sklep jest fantastyczny! Gdybym tylko mogła, zostałabym tam na zawsze. Zaopatrzenie jest idealne – tańsze akryle, droższe wełenki, bawełny, włóczki skarpetkowe, fantazyjne, czego tylko dusza dziewiarki może sobie zamarzyć – wszystko mają. I za każdym razem, kiedy tam jestem, przemiła pani (bardzo tolerancyjna wobec mojego łamanego niemieckiego), mówi, że jak czegoś chcę, a ona tego nie ma, to może to specjalnie dla mnie zamówić. Raj, po prostu raj.

Szkoła Szydełkowania, Wollkörbchen Hügel, Catania Fine Color, Schachenmayr

Na obu zdjęciach ze środka pokazałam Wam to samo pomieszczenie. Ale drzwi po prawej stronie (te, które częściowo zasłania manekin) prowadzą do jeszcze dwóch pomieszczeń. Całe pierwsze zajmuje tylko włóczka skarpetkowa. Nawet nie patrzyłam w jej stronę, bo mam trochę zapasów, a gdybym tylko rzuciła okiem w jej kierunku, to z pewnością coś by się do mnie przypałętało. Drugie pomieszczenie (wcale nie mniejsze) było wypełnione nitkami wyprzedażowymi. Naprawdę wypełnione – od podłogi po sufit i jeszcze coś na środku stało.

Jak mi się udało, że ja wydałam tam wczoraj tylko niewiele ponad 20 euro, to ja nie wiem. Magia jakaś. Albo mąż czekający w samochodzie i liczący skrupulatnie wydatki na moje nitki, szmatki i inne takie.

Kupiłam tylko druty w rozmiarze 2,5 mm od Prym (najmniejsze, jakie pani miała), licznik rzędów do zawieszenia na druty oraz 5 motków bawełny Catania Fine Color od Schanchenmayr.

Szkoła Szydełkowania, Wollkörbchen Hügel, Catania Fine Color, Schachenmayr

I po tej liście zakupowej dobrze myślicie – spróbuję zrobić coś na drutach. I mam nadzieję, że będzie to choć trochę noszalne 🙂 Planuję letnią bluzeczkę, którą zaproponowała Intensywnie Kreatywna. Mam nadzieję, że z jej pomocą otrzymam lepszy efekt od poprzedniej próby, po której wydziergana kamizelka z kapturem do dziś nie doczekała się jeszcze założenia.

Planuję połączyć ją z pokazywaną już bawełną od Wolle Rödel. Myślicie, że te kolory do siebie pasują?

Szkoła Szydełkowania, Wollkörbchen Hügel, Catania Fine Color, Schachenmayr

Jeszcze rzut oka na budynek, w którym moja ulubiona pasmanteria się mieści. Z zewnątrz taki skromny, powiedziałabym, że nawet obskurny. A w środku królestwo. Zwróćcie uwagę na dekorację balkonu!

Szkoła Szydełkowania, Wollkörbchen Hügel, Catania Fine Color, Schachenmayr

Większość powierzchni zajmują oczywiście włóczki i akcesoria. Mały fragmencik wydzielony jest na wyszukane nalewki w fantazyjnych butelkach. I ta część z nalewkami była wczoraj cała wypełniona przez kartony z włóczkami, które czekały na rozpakowanie. Czy ja już wspominałam że to raj?

 

***

Mała zmiana tematu. Chciałam jeszcze wspomnieć o listach czytelniczych i innych aplikacjach, które Wam pomagają trafić na nową stronę.

Przez tydzień, odkąd strona działa, zrobiłam kilka testów. Jednych wyniki mnie zadowoliły, innych zaniepokoiły, bo nie wiem, jak sobie z tym fantem poradzić.

Bo kiedy strona działała sobie na Bloggerze, mogliście dopisać ją sobie do swoich list czytelniczych i w ten sposób widzieć, że jest coś nowego. Po przenosinach lista przestała się odświeżać. Ale!!!! Jeśli dodacie jeszcze raz adres www.szkolaszydelkowania.pl do swojej listy czytelniczej, to ponownie będzie ona Wam wyskakiwać w aktualnościach. Podobnie jest na Bloglovin’. Aplikacja dostała czkawki i też nie widziała nowych wpisów. Rozwiązanie jest takie samo – po prostu dodajcie adres jeszcze raz. Jeśli dotąd nie mieliście Szkoły Szydełkowania wśród zasubskrybowanych blogów na tej platformie, to linki do profilu znajdziecie na samym dole strony w stopce.

Jednak dotarły do mnie też głosy, że są czytniki RSS, które nie widzą nowych wpisów, mimo że platforma WordPress ma domyślnie taki kanał podobno wbudowany. Jeśli ponowne dodanie adresu strony do Waszych czytników RSS nie pomogło – dawajcie znać, koniecznie. Spróbuję wtedy poprosić kogoś o pomoc w rozwiązaniu tego problemu. Choć nie wiem, czy w ogóle ta ostatnia prośba ma sens, bo jak macie trafić na ten wpis, skoro nie widzicie, że się pojawił. Never mind. Wierzę, że teraz będzie już tylko lepiej.

A tak poza tym, to od czterech dni siedzimy w mieszkaniu jak w jaskini. Rolety zewnętrzne zasłonięte, okna pozamykane, górne światło włączone i wszystkie wiatraki, jakie mamy w domu, na całą moc rozkręcone. Topimy się. Od czwartku temperatura za oknem dochodzi do 40 stopni. Tylko kotka mi szkoda, bo biedak z dnia na dzień coraz smutniejszy i wykończony szukaniem ochłody przy wentylatorze. Dlatego – żegnam Was chłodno. I trzymajcie kciuki za jakąś odrobinę deszczu. Pa!