– Jestem Ania i jestem naÅ‚ogowÄ… włóczkoholiczkÄ….

– Czeeeść, Ania!

Tak, wÅ‚aÅ›nie tak niedÅ‚ugo może to wyglÄ…dać. Bliscy oddadzÄ… mnie w koÅ„cu do jakiejÅ› specjalistycznej kliniki odwykowej bez nadziei na peÅ‚ne wyleczenie. Mąż zacznie rozglÄ…dać siÄ™ za mÅ‚odszÄ… i szczuplejszÄ…, część znajomych nie bÄ™dzie poznawaÅ‚a na ulicy, pozostali usunÄ… ze znajomych na Facebooku. A kot… a kot i tak od jakiegoÅ› czasu coraz częściej woli pójść po gÅ‚aski do pana, a nie do mnie.

A ja zwyczajnie obrastam we włóczkę. Motki łypią na mnie z każdego kącika w mieszkaniu. Są w wyznaczonych dla nich plastikowych pudłach, w kartonach w expeditach, w workach w szafie pod ubraniami. Te nowsze, z braku miejsca na upchnięcie, na biurku. Tylko je odsuwam, kiedy muszę coś zrobić przy nim. I razem z motkami przesuwam też materiały, których nakupiłam jak głupia na dwóch ostatnich targach materiałowych. Też nie ma na nie już miejsca, więc tworzą piękną górkę na biurku, która się przewraca, kiedy czegoś w jej okolicy szukam. Tak, to zdecydowanie jest włóczkoholizm. I szmatoholizm zresztą też!

I o ile z włóczki czasem jeszcze coś powstaje, to materiały leżą. Po prostu leżą i ładnie wyglądają. I są wszędzie! Aaaaa!!! Tylko w skrzyni pod łóżkiem ich nie ma, bo tam zimowa kołdra czeka na chłodniejsze noce.

Z mężem mamy taką umowę, że jeśli ja wydaję na siebie jakąś kwotę, to on potem może tyle samo wydać na siebie. On zazwyczaj kupuje sobie jakieś gry, ewentualnie dodatki do nich. Pod koniec ubiegłego roku szarpnął się nawet na konsolę, więc miałam też trochę grosza dla siebie. Ale od tamtego czasu jestem już ponad 170 euro na minusie. Aż trudno uwierzyć, że wszystko, co za to kupiłam, jest gdzieś w domu. Jesteśmy bogaczami, a naszym skarbem są włóczki. I materiały. Gdyby chcieć oszacować nasz majątek, trzeba by było skupić się tylko na nich. Reszta to marny dodatek.

Ale na horyzoncie widać wreszcie szansę na ratunek. Nie to, że nagle pójdę po rozum do głowy i z dnia na dzień przestanę kupować. O nie, aż tak rozsądna nie jestem.

Otóż zapisaÅ‚am siÄ™ na kolejny kurs niemieckiego. Na dodatek odbywajÄ…cy siÄ™ w sÄ…siedniej miejscowoÅ›ci. Sam kurs – 300 euro, ale do tego dojdÄ… jeszcze podrÄ™czniki, koszty egzaminu i najgorsze – dojazdy. JeÅ›li nie znajdÄ™ nikogo, z kim mogÅ‚abym dojeżdżać samochodem, to na całą tÄ™ przygodÄ™ wydamy ponad 600 euro. ChcÄ…c nie chcÄ…c, trzeba bÄ™dzie ograniczyć zakupoholizm włóczkowy. Bo jestem rozsÄ…dnÄ… dziewczynkÄ… i wiem, że zÅ‚ota karta kredytowa męża też ma ograniczenia. (Z poprzedniego zdania wykreÅ›lcie przymiotniki).

Trzymajcie kciuki, bo bÄ™dÄ… mi ogromnie potrzebne. Kurs zaczyna siÄ™ dopiero we wrzeÅ›niu i bÄ™dzie mi zajmowaÅ‚ tylko poniedziaÅ‚ki i piÄ…tki, wiÄ™c nie planujÄ™ z tego powodu żadnych zawirowaÅ„ na blogu. WrÄ™cz przeciwnie – bÄ™dzie wiÄ™cej snapów!!!

Aha, znacie aplikację Snapchat? Z tego, co wiem, jest dostępna na telefony z Androidem i iOS.

Poniżej wklejam mojego duszka, dzięki któremu możecie zacząć mnie śledzić. Wystarczy zrobić mu zdjęcie i w odpowiednim miejscu w aplikacji jest wskazać. Możecie też po prostu wpisać mój nick, który oczywiście jest taki sam, jak tutaj: perfidny_obibok.

Szkoła Szydełkowania, włóczkoholizm, Snapchat


 

Nie, jednak nie ma dla mnie ratunku. Powyższy tekst napisałam w piątek wieczorem. Zostawiłam go sobie do sprawdzenia na następny dzień. Tyle że rano pojechaliśmy do sąsiedniego miasteczka pozwiedzać tamtejszy deptak. Traf chciał, że akurat w tym dniu odbywało się jakieś święto miasta czy coś takiego, a oprócz tego był tam gigantyczny pchli targ. Naprawdę gigantyczny, jeszcze nigdy na takim nie byłam.

I tak sobie trochę po nim pochodziliśmy. Najpierw kupiłam włóczkę: ok. 700 g za 7 euro. Potem wyczaiłam stoisko ze starymi czasopismami o szydełkowaniu i robieniu na drutach: 4 sztuki za 6 euro. A kiedy zdecydowaliśmy, że wracamy do samochodu, znaleźliśmy maszynę do szycia. Taką, jakiej szukaliśmy od blisko roku. Stary elektryczny Singer z 1954 roku. To tyle, jeśli chodzi o postanowienie oszczędzania w moim wykonaniu.

O zdobyczach napiszę oddzielnie, bo trafiły nam się prawdziwe skarby. Za miesiąc też jedziemy! 😀

Szkoła Szydełkowania, włóczkoholizm